Żurek!

11.02.2008 :: 20:39 Komentuj (2)

Witam po dłuższej przerwie. Dzisiaj przystąpimy do trochę poważniejszego tematu, mianowicie spróbujemy przyrządzić całkiem dobrą i pożywną zupę - wybór padł na żurek i to całkiem nieprzypadkowo, ponieważ będziemy wykorzystywać tipsy, które dawałem w poprzednich tematach.

Do żurku będziemy potrzebować:
- bazę zupy - może to być w proszku lub w płynie - ja naturalnie preferuję tę drugą wersję, gdyż zwyczajnie, jest smaczniejsza i wcale nie wychodzi dużo drożej. W tym przepisie wykorzystję żurek marki Krakus - litrowy karton kosztuje ok. 4,5 zł.,
- ziemniaki - ugotowane i pokrojone w kostkę - o tym, jak je spreparować możecie przeczytac niżej lub tutaj
- jajko - ugotowane na twardo - nie jest to warunek konieczny, ale smakuje calkiem nieźle:) Informacje na temat gotowania jajka znajdziecie niżej lub tutaj:
- białą kiełbasę - wystarczy jeden lub dwa kawałki (nie wiem jak u was mówi się na kiełbasę - w każdym większym mieście nazywają to inaczej i zawsze mam problem, żeby dogadać się z ekspedientką w mięsnym;>) - chociaż można ją zastąpić innym składnikiem mięsnym, jak na przykład gotowanym boczkiem, szynką bądź zwykłą kiełbasą - ja akurat preferuję białą - cena to ok 12 zł za kg, porcja zupna będzie kosztowała tak do 3 zł,


Część składników żurku.

Pierwszym etapem jest przygotowanie jajek i ziemniaków wg instrukcji, do których możecie dotrzeć poprzez odnośniki zamieszczone wyżej.

Kiełbasę kroimy na małe kawałki - najlepiej dokonać tego krojąć ją na plastry grubości około 1 cm...


Plastry z białej kiełbasy.

... i następnie krojąc je na mniejsze części, aż uzyskamy postać kostki:


Kiełbasa pokrojona w kostkę.

W tej chwili możemy podgrzać zupę - wstrząsamy dość mocno kartonem tak, żeby wszystko w środku dobrze się zamieszało i całość wlewamy do garnka, lepiej nieco większego niż półtora litra, ponieważ po dodaniu składników poziom trochę się podniesie.


Zupa wlewana do garnka.

Palnik ustawiamy na ogień trochę poniżej średniego, czyli pomiędzy 0 a środkiem skali - zupa ma się tylko podgrzać, a nie ugotować, tzn nie powinna bulgotać ani nie powinny pojawiać się duże pęcherzyki powietrza. Co ok. pół minuty dobrze jest całość zamieszać. Proces ten trwa ok 5-7 minut - w tym czasie można pokroić jajka oraz ziemniaki na mniejsze częśći i powoli dodawać do podgrzewającej się zupy.


Dodawanie ziemniaków do zupy.


Dodanie pokrojonych jajka i kiełbasy.

Należy pozwolić podgrzać się trochę świeżo dodanym składnikom i w zasadzie po 2 minutach nasza zupa jest juz gotowa do jedzenia. Powyższy przepis wystarczy na 3-4 spore porcje, którymi śmiało można się najeść. Jak widać metoda prosta, choć dla niektórych dużym ograniczeniem mogą być ziemniaki, których gotowanie do najprzyjemniejszych nie należy. Ale oczywiście przepis można delikatnie zmodyfikować zastępując ziemniaki chlebem - wrzucając kawałki pieczywa do talerza lub po prostu, od czasu do czasu przegryzając.


Gotowa zupa na talerzu

Przy okazji chciałbym uprzedzić wszystkie komentarze na temat stanu czystości kuchni, w której przyszlo mi tworzyć ten serwis: po kilku latach eksploatacji w takich warunkach jeszcze nikt nie ucierpiał i każdy czuje się dobrze. Z racji tego, że dzielę mieszkanie z trzema innymi facetami, wspólnie dochodzimy do wniosku, że nikt z nas tak pobrudził kuchenkę ;). Smacznego!

Jajko na twardo!

30.01.2008 :: 13:23 Komentuj (2)

Dzisiaj zajmiemy się jednym z podstawowych pytań, jakie pojawia się u kuchennych debiutantów, czyli: ile trzeba gotować jajko na twardo?

Naturalnie, odpowiedź nie może być jednoznaczna, ponieważ każdy kucharz reprezentuje inną szkołę gotowania i stosuje inną metodę jajecznej obróbki. Dzisiejszy recept umożliwia ugotowanie jajka na twardo w bardzo szybki sposób, jednak nie znajdzie szerszego zastosowania, jeżeli będziemy przygotowywać potrawę wymagającą dużej dozy estetyki podania. Ale z racji tego, że nie będziemy jeszcze wypływać na głębokie wody, pozwolę sobie omówić metodę skróconą.

Do niewielkiego garnka wlewamy wodę, jednak nie musi być jej dużo - wystarczy, żeby jej poziom przykrywał jajko. Na palniku ustawiamy dość duży ogień, w zakresie pomiędzy średnim, a największym znacznikiem. Po ok 3 minutach woda powinna zacząć się gotować, a można to poznać po tym, że będzie wzburzona, jak na zdjęciu:


Gotująca się woda.

W tej chwili zmniejszamy ogień poniżej poziomu średniego i za pomocą dużej łyżki staramy się umieścić jajko w wodzie. Teraz obnażona zostanie słabość tej metody, mianowicie, jajko może ulec uszkodzeniu i skorupka delikatnie może pęknąć, co spowoduje, że odrobina białka wypłynie ze środka.


Instalacja jajka do wody.

Nie ma się czym martwić, jeżeli tak się stanie. Ponieważ woda jest gorąca, białko błyskawicznie się zetnie i zablokuje niekontrolowany wyciek;)


Jajeczny wyciek.

Jak widać, jajka są całe, odrobina pływającego białka w niczym nam nie przeszkadza. Jednak rodzi się pytanie, czy nie można włożyć jajka do wody i po prostu włączyć gaz? Oczywiście, że tak! Jednak w ten sposób trudniej określić czas, kiedy jajko zrobi się miekkie, a kiedy będzie ugotowane na twardo (chociaż jajko można gotować i pół godziny - twardsze nie będzie;>) - ponieważ nie wiemy, ile woda będzie potrzebowała minut na to, żeby doprowadzić się do wrzenia itp. Po równo 3 minutach rezultatem było:


Ugotowane jajko.

Jak widać, da się to zrobić szybko i dość prosty sposób. Jednak jeżeli potrzebujecie całego, ładnego jajka bez żadnych defektów, druga wspomniana przeze mnie metoda powinna być lepsza, tzn jest mniejsze ryzyko, że z jajkiem stanie się coś złego. Ale jeżeli jajko ma być tylko dodatkiem do czegoś lub po prostu szamiemy je tylko dla siebie, to nie widze przeciwskazań, dlaczego mielibyśmy tego nie robić tak, jak dzisiaj opisałem;)

Gotowanie ziemniaków!

28.01.2008 :: 22:27 Komentuj (4)

Znacie taki kawał?
Trwają manewry wojsk NATO i rosyjskich. W czasie wolnym od zajęć żołnierze różnych nacji starają się nawiązać wspólny dialog i każdy chwali się tym, co ma najlepsze. Prym wiedli Amerykanie i Rosjanie, którzy licytowali sie na wszystko:
- My mamy F-16!
- A my mamy Su-27!
- A my mamy Abramsa!
... tak to trwało, aż w końcu Amerykanin powiedział:
- A nasze posiłki mają 4 tysiące kalorii!
Rosjanin na chwilę zamilkł, zastanowił się przez chwilę, policzył cos na palcach i wypalił:
- Niemożliwe! 6 kg ziemniaków nie zjecie!

Tak, tematem dzisiejszych 'zajęć' będzie temat niezwykle ważny, czyli praktyczna nauka gotowania ziemniaków. Co prawda jest to zajęcie dość pracochłonne, jednak ze względu na niezwykle niskie koszty, nie raz w chwilach kryzysu przyjdzie wam się zmierzyć z nożem, skórkami i koszem na śmieci. Poza tym, będąc kilka lat na studiach, z pewnością zatęskniliście za smakiem gotowanych ziemniaków;)

Zaczynamy!
Pierwszą czynnością jest umycie ziemniaków. Może nie jest to konieczne, ale jak skórka nie jest w ziemi, dużo łatwiej i przyjemniej się ją obiera.


Mycie ziemniaków.

Kolejny etap to ten, który powoduje, że na samą myśl żałujemy, że w ogóle przyszło nam do głowy gotowanie ziemniaków, czyli obieranie. Wbrew pozorom, nie jest to czynność wymagająca ogromnych nakładów czasowych, chociaż wymaga małej praktyki - na początku każdy kaleczy i pod skórką zostawia połowę ziemniaka. Metod na obieranie jest wiele, ja preferuję taką, że trzymam ziemniaka lewą ręką, nóż trzymam w prawej i zdzieram skórkę ruchem w swoją stronę. Pamiętajcie, że kształtem wyjściowym jest bryła okrągła - przypominająca kształt ziemniaka - jeżeli wychodzi wam kwadrat, oznacza to, że musicie jeszcze trochę nad sobą popracować


Obieranie ziemniaków.

Obrane ziemniaki dokładnie płuczemy, żeby nie zawierały takiego ziemnego aromatu. Po tej czynności w zasadzie możemy je już wrzucić do wody, ale polecam je pokroić na mniejsze kawałki - wówczas szybciej się ugotują i łatwiej sprawdzimy, czy są już dobre.


Pokrojone ziemniaki.

Tak przygotowane ziemniaki rzucamy do garnka z wodą. Ja akurat obrałem trzy, także nie będę używał dużego garnka - to strata czasu. Mniejszy garnek to mniejsza ilość wody do nagrzania. Wodę należy posolić, żeby ziemniaki miały smak - to jest jedna z czynności, o której często się zapomina i cała robota idzie na marne. Z drugiej strony, często zdarza się ziemniaki przesolić - efekt jest taki sam, jak w przypadku niesolenia;) Reguła jest taka, że daje się około połowy łyżki stołowej - to też oczywiście kwestia wprawy i treningu - im więcej będziecie mieli okazji gotować ziemniaki, tym lepiej będzie wam to wychodzić.


Solenie ziemniaków.

Na palniku ustawiamy ogień na poziom średni i garnek przykrywamy przykrywką - to przyspiesza proces gotowania. Czasem wodzie zdarza się 'wykipieć' - objawia się to tym, że piana wylatuje spod przykrywki na kuchenkę - receptą na to jest zmniejszenie ognia lub zamieszanie ziemniaków za pomocą łyżki.


Ziemniaki w garnku.

Kiedy kończymy gotowanie? Generalnie, gotowanie trwa ok. 15-20 minut, czasem dłużej - wszystko zależy od ilości wody, ziemniaków oraz wielkości ognia. Stan ziemniaków kontroluje się za pomocą widelca - jeżeli możemy go bez większego oporu wbić w kawałek ziemniaka oznacza to, że już możemy je wyjmować. Trzymając przykrywkę na garnku staramy się wylać całą wodę ze środka do zlewu tak, żeby ziemniaki nie wypadły razem z nią.

Sposób podania zależy tylko i wyłącznie od was - takie kawałki, jak na powyższych zdjęciach, doskonale nadają się do zup. Do obiadu najlepiej jest je zgnieść. Są do tego specjalne przyrządy, ale oczywiście, nie podejrzewam, że wszyscy mają coś takiego w swojej kuchni (a nawet jeżeli macie, to niekoniecznie dacie radę to odnaleźć). Doskonałym substytutem jest widelec - nim poradzicie sobie bez większego problemu - najlepiej jest je ugniatać w garnku, w którym je gotowaliście - na talerzu jest to dużo trudniejsze:)

Grzaniec!

27.01.2008 :: 16:08 Komentuj (0)

Dzisiaj zajmiemy się rozgrzewającym napojem z odrobiną alkoholu, który z pewnościa rozgrzeje nas wtedy, gdy racamy do domu a za oknem jest zimno, pada snieg i wieje lodowaty wiatr (no, albo pozwoli wam zaimponować dziewczynie, którą przyprowadzicie na film tudzież jakąś romansową posiadówkę;>).

Grzaniec winny, czyli grzane wino z przyprawami korzennymi, które dostarcza niezapomnianych wrażeń w trakcie picia i błyskawicznie podnosi temperaturę ciała do 36,6;) Generalnie nie jestem miłośnikiem win i to jest w zasadzie jedyna postać, w jakiej mi podchodzi tak, że się nie krzywię (no, są jeszcze napoje winopodobne - w tej materii ostatnio zacząłem gustować w "Lipie z miodem", ale ten temat być może będzie przedmiotem kolejnych rozważań). Dziewczyny chłoną wina litrami i zawsze jestem pełen podziwu, jak one tego dokonują, a taki grzaniec z pewnością spowoduje, że zostaniecie docenieni i na pewno będą bardzo pozytywnie zaskoczone waszym dziełem.

Jak tego dokonać? Są dwa sposoby. Można kupić dowolne wino i specjalne przyprawy do grzańca lub po prostu kupić specjalnie doprawione wino, a że w tym blogu robimy rzeczy najlepsze i najprostsze, skupię się na drugim przykładzie.

Gwoździem programu jest "Grzaniec galicyjski" - wino jest już specjalnie spreparowane, ma już w sobie wszystkie niezbędne przyprawy korzenne dobrane w idealnych proporcjach, także dodatkowe proszki nie są nam potrzebne. Nadaje się również do picia na zimno, ale nie tędy droga... Ma zdaje się 13,5 % woltarzu i litrowa butelka kosztuje ok. 12-14 zł, zależy do sklepu.


Butelka Grzańca galicyjskiego.

Do wina będziemy potrzebować garnek - najlepiej o pojemności ok. 1,5 litra. Należy wlać do niego wino i postawić na palniku, który ma ustawiony ogień pomiędzy 0 a połową skali - my to wino będziemy tylko podgrzewać, a nie gotować! Do tego przyda się również przykrywka, żeby zapach nie roznosił się od razu po całym mieszkaniu i żeby nasza randka od razu nie wyczuła, co kombinujemy;) Poza tym wino szybciej się podgrzeje.


Garnek do odgrzewania grzańca.

Wino podgrzewamy do czasu, aż będzie intensywnie parowało i ciecz będzie bardzo delikatnie wzburzona. Nie dopuszczamy do przegotowania, gdy będzie pełno bąbelków. Pamiętajcie o tym, że alkohol wraz z temperaturą paruje;) W międzyczasie dobry akcentem będzie wykorzystanie pomarańczy do stworzenia fajnego dodatku. Odkrajamy jeden plaster grubości około 1 cm, tak z środka pomarańcy i przekrajamy go na dwa kawałki.


Plastry pomarańczy (akurat jakaś dziwna mi się trafiła).

Jak stwierdzisz, że wino jest już gotowe (tzn zachowuje się w garnku tak, jak wspomniałem o tym wyżej), przelej je do kubków (z ceramicznych kubków pije się je chyba najlepiej) ale nie napełniaj do końca - zrób ze 2-3 cm zapasu. Następnie dorzuć do każdego po kawałku pomarańczy i gotowe! Pamiętaj, że wraz ze spadkiem temperatury napój traci swój doskonały smak, także jeżeli wlałeś całe wino, to zostaw je pod przykrywką i dogrzej odrobinę przy uzupełnianiu poziomu kubeczków przy dolewce.


Gotowy grzaniec.

I taka życiowa rada - jak chcesz grzańcować i to nie sam... to lepiej wcześniej zaopatrzeć się w kilka butelek, wmyśl zasady: lepiej żeby zostało na później, niż miałoby zabraknąć;)


Parówki!

21.01.2008 :: 03:25 Komentuj (1)

Witajcie w następnej lekcji praktycznego gotowania.
Dzisiaj zajmę się dość ważną pozycją w jadłospisie każdego studenta i nie tylko - parówkami. Danie niezwykle proste i pożywne, a czasem pozwalające przetrwać najbardziej kryzysowe dni - jednocześnie można je bardzo szybko przygotować i w zasadzie nie trzeba ich odgrzewać... Ale, jak mawiają wszyscy szanujący się specjaliści od spraw żywieniowych - trzeba codziennie zjeść przynajmniej jeden ciepły posiłek - dlaczego maja nimi nie być parówki?

Ja mam w zwyczaju jeść parówki z rana na śniadanie - przyjmują się lekko i przyjemnie, nawet wtedy, gdy po poprzedniej nocy nie czujemy się za dobrze. Oto składniki:
- parówki (o rodzajach przeczytasz trochę później),
- kilka kromek chleba,
- masło, margaryna,
- ketchup, musztarda, chrzan, majonez - co kto lubi.


Zestaw śniadaniowy.

Moimi ulubionymi parówkami są te, które widać na zdjęciu - parówki z indyka firmy Indykpol nadziewane serem (koszt około 3,8 zł). Przy zakupie raczej nie warto kierować się ceną - można kupić drobiowe za 6,5 za kilogram, ale nie mają one żadnego smaku, składają się z samego tłuszczu i podczas gotowania podejrzanie zwiększają swoje gabaryty nawet trzykrotnie, co skutecznie zniechęca do ich spożywania (oczywiście, nie takie rzeczy się jadło - a cena, w sytuacjach kryzysowych, jest tutaj wyjątkowo kusząca;>).
Po czym poznać dobrą parówkę? Przede wszystkim nie zmienia swoich rozmiarów po ugotowaniu... i sa raczej twarde - znaczy się, że mają w sobie jakieś mięso - te tańsze można przekroic bez używania jakiejkolwiek siły nawet za pomocą łyżki! Zachęcam do kupowania markowych parówek, typu Indykpol lub Berlinki, gdyż zdecydowanie lepiej można się nimi najeść i opakowanie starcza zazwyczaj na dwa posiłki - ja akurat byłem głodny i to był mój śniadanio-obiad, także zaszalałem i ugotowałem 4;)


Parówki w garnku.

Aby odgrzać parówki, niezbędny jest nieduży garnek - jak wspominałem, te parówki nie ulegają deformacjom przy gotowaniu, także nie ma obawy, że garnek eksploduje pod wpływem parówkowego ciśnienia - ten na zdjęciu ma idealny rozmiar!
Do garnka dolewamy wodę - najlepiej, jak mamy przegotowaną, bo nie doprowadzimy jej do wrzenia, a potworne ameby i pierwotniaki pantofelki kryją się w każdej rurze! Wystarczy, gdy wlejemy jej tak do połowy, nie ma co przesadzać, parówki i tak będą trzymały się powierzchni - wystarczy, żeby miały zapasu jakies 3 cm - dzięki temu oszczędzimy kilka minut. Zapalamy gaz na średni ogień (czyli środek pomiędzy maksimum i minimum oznaczenia na pokrętle) i bierzemy się za kolejne działania.


Przygotowanie chleba.

Parówki solo to nie jest najlepszy pomysł - dlatego dobrze mieć pod ręką coś do przegryzienia - najlepiej sprawdza się świeże pieczywo - chleb lub bułka - posmarowane masłem i ewentualnie przyprawiona delikatnie do smaku odrobiną soli, pieprzu bądź innej przyprawy.


Gotujące się parówki.

Wracamy do parówek. W czasie, gdy smarowaliśmy chleb masłem, woda zrobiła się niespokojna - pojawiły się bąbelki, troche piany, wszedzie jest para - generalnie robi się gorąco. Zaczyna bulgotać - to znak, że parówki trzeba powoli wyjmować. Są już odpowiednio ciepłe - nigdzie nie popękały - to znak, że wyjeliśmy je w odpowiednim momencie. Naturalnie, nie robimy tego gołymi palcami - najlepiej użyć do tego widelca, wbijając go w parówkę. W przypadku parówek mniej markowych, warto użyć dwóch, gdyż mają tendencję do rozpływania się, przełamywania i zaskakiwania przy próbie wyjęcia. Przenosimy je na talerz, gdzie wcześniej ułożyliśmy już chleb i wylaliśmy troche ketchupu bądź innego sosu.


 Gotowe śniadanie.

Proszę, podołaliśmy, sniadanie jest już gotowe do szamania;) Smacznego!

Tosty francuskie!

18.01.2008 :: 23:52 Komentuj (1)

Na pierwszy rzut idzie mała przekąska, aczkolwiek mała nie do końca znaczy zdrowa i pożywna - choć na pewno dostarczy zacnych wrażeń Waszym podniebieniom.

Możliwe, że dla niektórych moja propozycja może być jeszcze za wysoko postawioną poprzeczką, ale wiadomo, cele trzeba stawiać sobie wysoko. Najważniejszym atutem jest cena - składniki dostępne są w każdym szanującym się, lub nie, domu. W najprostszej wersji potrzebne są:
- kromki chleba (jeżeli nie masz chleba krojonego, będziesz musial zrobić to sam);
- olej roślinny do smażenia (ja osobiście używam oleju Kujawskiego);
- jajka (kilka sztuk - przelicznik jest taki, że jedno starcza na dwie kromki);
- przyprawy - sól, pieprz lub ich substytuty, czyli jakies gotowe przyprawy grillowe lub co tam mamy innego;


Składniki wymagane do przygotowania tostów.

Pierwszą czynnością, jaką należy zrobić, jest rozbicie jajek na talerz. Aby to zrobić, najlepiej jest trzymać jajko nad talerzem i starać się je przepołowić za pomocą noża, uderzając w nie z siłą na tyle dużą, żeby nóż wbił się do połowy i na tyle małą, żeby nie zgnieść całego jajka - skorupka nie powinna się znaleźć w jajku! To może wymagać trochę treningu, ale jest do opanowania.


Rozbite jajka.

Za pomocą widelca musimy zmieszac ze sobą żółtka z białkiem - robimy to energicznie, gdyż z reguły galaretowatość białka skutecznie nam tą czynność utrudnia. W międzyczasie dodajemy 2-3 szczypty soli. Przez szczyptę rozumiem to, że wkładamy palec wskazujący i kciuk do opakowania soli i wyjmujemy tyle soli, ile udało nam się złapać pomiędzy opuszki tych palców. Bardzo ważna zasada: jajka jest łatwo przesolić i wtedy praktycznie nie da się ich jeść - można je zawsze dosolić później, nawet usmażone lub ugotowane i tego będziemy się trzymać. Dodajemy również kolejne przyprawy - pieprz czy cokolwiek tam mamy innego - ja korzystałem z przyprawy grillowej.


Wymieszane jajka.

Do otrzymanej hmm... mazi? wkładamy kromkę chleba i przez chwilę moczym tak, aby dość dobrze nasiąknął jajkami - za pomocą widelca przewracamy kromkę na drugą stronę i powtarzamy.


Moczenie chleba.

Przy następnym etapie pomału zaczynają się schody... Na patelnię (należy pamiętać, żeby nie było w niej wcześniej wody, bo olej będzie pryskał - użyj ręczników papierowych bądź papieru toaletowego, jeżeli gdzieniegdzie znajduje się woda) wlej olej - tyle, żeby było go tam niecały centymetr wysokości. Odpal palnik i ustaw na średnim ogniu. Średni, czyli nie największy, nie najmniejszy - na pewno masz przy porkętle miarkę - środek będzie najlepszy.


Patelnia z olejem.

Czekamy około minuty, aż olej się rozgrzeje. Oczywiście, zależy to od mocy palnika, ale najłatwiejszym sposobem na rozpoznanie tego, czy olej ma juz odpowiednia temperaturę, jest kapnięcie kilku kropelek naszej jajowej mazi na olej - jeżeli natychmiast zostanie wyciągnięty na powierzchnię, białko momentalnie zbieleje i dookoła będą bąbelki - temperatura jest odpowiednia. Za pomocą widelca kładziemy kromkę na patelni zachowując ostrożność, bo olej może prysnąć. Cały czas kontrolujemy stan spodu naszej kromki, gdyż już po ok 20-30 sekundach jajko będzie już usmażone i może zacząć się palić, a to zdecydowanie zepsuje smak.


Smażony chleb.

Za pomocą widelca (bądź nawet dwóch - tak jest wygodniej) przewracamy kromkę na drugą stronę i kontynuujemy smażenie.


Odwrócony chleb - z góry widać stronę smażoną poprzednio.

Każdą kromkę po usmażeniu przekładamy na talerz pamiętając, żeby przytrzymać świeżo wyciągniętą za pomocą widelca nad patelnią, żeby nadmiar tłuszczu mógł skapnąć - nie pobrudzimy kuchenki, a przy okazji spożyjemy tych kilka gramów mniej;) W zasadzie to już koniec - najlepiej jest je ciepłe. W razie niedostatku smaku, można jeszcze doprawić odrobiną soli, pieprzu, maczac w ketchupie bądz położyć na gorącej plasterek sera topionego tak, żeby się rozpuścił.


Może szałowo nie wygląda, ale smakuje o niebo lepiej!

Smacznego!

Na dobry początek

18.01.2008 :: 02:53 Komentuj (2)

To, kim jestem, nie jest specjalnie ważne. Przyjmijmy, że jestem studentem, roku któregośtam... Studiuję i jestem w tym dobry - podkreślam, że studiować niekoniecznie znaczy: uczę się!;) Ale jak na dobrego studenta przystało, aby móc to robić, musiałem opuścić swój rodowy gród i wyruszyć w nieznane, ucząc się życia na nowo. Wiązało się z wieloma przygodami, gromadą nowo poznanych twarzy, nauką topologii nieznanego miasta i przede wszystkim z pytaniem: "JAK ODGRZAĆ KOTLETA OD MAMY????"...
Dzieląc mieszkanie z moją rodzicielką przez prawie 20 lat zostałem ograbiony z umiejętności gotowania nawet w tej najbardziej szczątkowej, instynktownej formie i gdyby nie szybka pomoc garstki przyjaciół, moje pierwsze dni studiowania przypłaciłbym przymusową głodówką i naraziłbym domowe zapasy kotletów i wszelkiej maści innych rarytasów przygotowywane w pocie czoła przez moją mamę, na zniszczenie, a do tego dopuścić nie mogłem...
Wziąłem sprawy w swoje ręce i po kilku dniach, tygodniach, latach, nauczyłem się całkiem nieźle gotować, odgrzewać, piec i wszystko, co z tym związane, przy czym odkryłem, że sprawia mi to niemałą przyjemność i, co najważniejsze, smakuje też nienajgorzej! Niniejsza strona powstała po to, żeby uchronić Was, drodzy Czytelnicy, przed traumą, jaką jest przeprowadzka na obczyznę, na studia... lub wyjazd żony na konferencję - kiedy to my, mężczyźni, zdani jesteśmy tylko na siebie! Znajdziecie tu najbardziej podstawowe z podstawowych receptów kuchennych zaserwowane w najprostszy sposób, wzbogacone odpowiednimi zdjęciami, wskazówkami i najlepszymi radami;)
SMACZNEGO!

archiwum

2015
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

kategorie

linki

© 2003-2007 copyright ownlog.com